Jestem Ola. Po prostu Ola

Jestem Ola. Po prostu Ola

Wspólna kolekcja DRES KODU & ALEXXIS OLI

Jestem Ola. Po prostu Ola

Rozmawiamy z Aleksandrą Żelazowską, młodą, ambitną dziewczyną, która stała się wzorem dla tysięcy młodych ludzi, którzy śledzą jej kanały w mediach społecznościowych.

Ola jest absolutnym zaprzeczeniem skojarzeń dotyczących osób, które zdobyły popularność poprzez internet. Nie wywołuje skandali, nie  nazywa siebie gwiazdą ani celebrytką. Skromna, pracowita i niezwykle zorganizowana 19-latka stworzyła z DRES KODEM unikalną kolekcję dresów inspirowaną jej podróżami. 

- Dziś odpalamy  na dreskod.pl unikalna kolekcję dresów, która powstała dzięki naszej współpracy. Jesteś podekscytowana?

- Podekscytowana to mało powiedziane! Czekałam na ten moment od wielu miesięcy, a od kilku tygodni prace nad kolekcją były tak intensywne, że z ekscytacji nie mogłam spać, a każdego poranka budziłam się z niesamowitą energią. To wspaniałe uczucie móc widzieć, dotknąć i nosić owoc swojej kreatywności, a aprobata moich obserwatorów inspiruje i motywuje mnie dodatkowo każdego dnia. Codziennie wydaje mi się, że mój poziom ekscytacji już nie może być wyższy, a potem… budzę się dnia następnego.

- Swój pierwszy post wrzuciłaś 27 listopada 2015 roku. Pamiętasz, ilu followersów zyskałaś w pierwszym tygodniu?

Mój Instagram istniał już wcześniej. Przed rozpoczęciem internetowej działalności, jak każda nastolatka w gimnazjum miałam prywatny profil i dodawałam zdjęcia w postaci wspomnień, które oglądali moi znajomi. Moja przygoda z publikacjami dla szerszej publiczności zaczęła się właściwie w październiku 2015 dzięki YouTube’owi. Po około miesiącu zdecydowałam się odświeżyć mojego instagrama i również na tej platformie pokazać się światu. Pamiętam, że po dwóch tygodniach miałam już tysiąc widzów na YouTube i kilkaset obserwatorów na Instagramie.

- Czy przeszło Ci wtedy przez myśl, że będziesz miała własną, autorską kolekcję ubrań, a Twoi obserwatorzy będą z zapartym tchem czekać na dresy sygnowane Twoim nazwiskiem? 

- Absolutnie nie! Gdyby ktoś te pięć lat temu przepowiedział mi przyszłość, w życiu bym mu nie uwierzyła. Rozpoczynając działalność w internecie, miałam czternaście lat. Nie miałam planu, nie myślałam o tym, co będzie dalej. Po prostu chciałam nagrywać filmy i robić zdjęcia, bo sprawiało mi to ogromną frajdę (co najlepsze, nadal nic się w tej kwestii nie zmieniło). Ani razu wówczas nie przeszło mi przez myśl, ile będę się tym zajmować i w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Stawiałam sobie małe cele, takie jak dodać dwa filmy w danym tygodniu, czy mieć pięć tysięcy obserwatorów do końca roku. Te małe cele były wtedy moimi wielkimi marzeniami. To, jak wygląda moja rzeczywistość teraz nawet mi się nie śniło, bo wydawało się tak nierealne.

- Co Tobą kierowało, gdy tworzyłaś profil na Instagramie? Miałaś już jakiś plan, wiedziałaś, jaki chcesz stworzyć przekaz?

- Tak jak już wspomniałam, wszystko zaczęło się od kanału na Youtube. W wieku jedenastu lat trafiłam do szpitala w bardzo złym stanie z podejrzeniem sepsy. Spędziłam wtedy kilka tygodni na OIOMie, dostawałam końskie dawki leków, a mój stan zdrowia nie ulegał poprawie. Tata przywiózł mi wtedy laptopa, abym mogła zabić czas. Było to ponad 8 lat temu, a więc Youtube był wszystkim znany z teledysków i filmików ze śmiesznymi kotami. Mi także. Znalazłam jednak przypadkiem film pewnej dziewczyny, w którym pokazywała ona, jak robi sobie różne fryzury do szkoły. Niesamowicie mi się on spodobał i oglądałam go w zapętleniu. Później okazało się, że ma ona jeszcze inne filmy: z makijażami, ze stylizacjami i że nie jest jedyną taką osobą w internecie. Tak właśnie odkryłam świat beauty-fashion-lifestyle na Youtube, w którym obracam się do dziś. Gdy udało się zwalczyć moją chorobę, rodzice zmienili mi szkołę, gdzie nie miałam koleżanek, a  po przebytych problemach zdrowotnych mój organizm nadal był bardzo słaby, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Te “głupie filmiki” w internecie poprawiały mi humor i sprawiały, że choć na chwilę zapominałam o niezbyt kolorowej rzeczywistości. Wtedy postanowiłam, że gdy już będę duża też chciałabym nagrywać, aby przekazywać tyle radości innym, ile mi przekazano, gdy bardzo tego potrzebowałam. 

- Skąd pomysł na nick Alexxis Ola?

- Niedługo przed tym, gdy powstała “Alexxis Ola”, natrafiłam w internecie na Jaya Alvarreza - amerykańskiego content creatora, filmowca, modela, który w tamtym czasie był niezwykle znany z tego, że latał do najdalszych zakątków świata, skąd nagrywał  zapierające dech w piersiach filmy i robił rajskie, egzotyczne zdjęcia. We wszystkim towarzyszyła mu jego ówczesna dziewczyna - Alexis Ren. Oboje stali się moją ogromną twórczą, podróżniczą i życiową inspiracją, dlatego z racji, iż Alexis to amerykański odpowiednik mojego imienia, zdecydowałam się lekko je zmodyfikować i występować pod pseudonimem Alexxis Ola.

- Następny wpis ma datę 26 maja 2016. Skąd ta półroczna przerwa? A może były jakieś posty, ale je wykasowałaś?

- Haha, są zarchiwizowane. Trzymam je w prywatnym folderze na pamiątkę.

- Później zaczęły się pojawiać piękne zdjęcia z fantastycznych podróży. Jeździłaś z rodzicami?

- Podróżowanie było mi znane od dziecka. Moi rodzice zawsze dbali o to, abym miała wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa. Jeździliśmy zarówno nad polskie morze, jak i lataliśmy do europejskich kurortów Morza Śródziemnego. Zawsze lubiłam te wakacyjne wyjazdy, ale nie widziałam w nich głębi, tak jak widzę to teraz. Byłam jeszcze za mała i traktowałam te podróże jako okazję do poznania dzieciaków z innych krajów i rozmów po angielsku.

- Skąd ta pasja podróżowania? Zaszczepili Ci ją rodzice?

- Wszystko zmieniło się właśnie, gdy odkryłam w internecie profesjonalnych travelerów, takich jak Jay, czy Alexis. Rodzice pokazali mi, że podróże to piękna sprawa, ale sami nigdy nie odważyli się opuścić Europy. Za moją namową, wspólnie zaczęliśmy wybierać coraz bardziej egzotyczne kierunki. Małymi krokami: Wyspy Kanaryjskie? To Hiszpania, ale terytorialnie już Afryka. Dubaj? To już Azja, ale tylko 5 godzin samolotem od nas. To samo się tyczy Izraela. No a potem… już poszło z górki. Namówiłam ich na Azję południowo-wschodnią, Indie, a nawet Malediwy. Jestem im dozgonnie wdzięczna, że umożliwiali mi spełnianie moich marzeń już od nastoletnich lat i latali ze mną po świecie. 

- Opowiesz coś o rodzinie?

- Moim priorytetem od samego początku jest wyraźne stawianie granic prywatności. Świat internetu jest piękny, ale użytkowany nieumiejętnie może sprawić też dużo przykrości, przed czym po prostu chcę moich bliskich chronić. Moi rodzice mieszkają w pięknym domu na Dolnym Śląsku, gdzie również i ja mieszkałam przez ostatnich 10 lat. To piękne tereny niedaleko Wrocławia z cudownym widokiem na góry i zawsze świeci tam słońce. Nigdy wcześniej na to nie zwróciłam uwagi, ale teraz, gdy od trzech miesięcy mieszkam sama w Warszawie, bardzo tęsknię za tą wiejską sielanką i ciepłem domu rodzinnego. Mieszkanie w stolicy potrafi być przytłaczające i naprawdę, mam wrażenie, że pogoda tu jest beznadziejna każdego dnia.

- Jak się czułaś, gdy pod Twoim postem po raz pierwszy pojawiło się 1000 serduszek?

- Szczerze, nie pamiętam tamtego momentu. Ilość polubień nigdy nie była dla mnie szczególnie istotna, a przekraczanie kolejnych liczbowych progów nie zostaje w mojej pamięci na długo. To tylko liczby. Za nimi stoją prawdziwi ludzie i to się liczy.

- Czy zdałaś sobie wtedy sprawę ciężaru odpowiedzialności za każde swoje słowo, jakie wrzucasz do internetu? Nie przestraszyłaś się?

- Moja mama zadbała o tę świadomość w mojej głowie,  zanim opublikowałam swój pierwszy film. Mam wrażenie, że od zawsze byłam świadoma, że każdy czyn niesie za sobą konsekwencje, ale wiadomo - mając czternaście lat też robi się głupoty i czasem trzeba wyciągnąć lekcje z własnych błędów. Strach nie jest mi obcy, ale mnie nie paraliżuje.

- Twoja popularność systematycznie rosła. Siedziałaś cały czas z telefonem w ręku i liczyłaś komentarze? 

- Nigdy. Ale zawsze na wszystkie odpisywałam. Przy obecnych liczbach jest to ciężkie, ale mogę zagwarantować, że wszystko czytam. 

- Kim są Twoje fanki?                                                                    

- Przede wszystkim to LUDZIE. I tak jak ja - mają swoje słabości, gorsze dni, odczuwają emocje. Poza światem internetu, każdy ma swoje życie. Staram się o tym zawsze pamiętać. To ludzie, którzy podchodzą na ulicy, przytulają mnie, rozmawiają ze mną, robią sobie zdjęcie. Nie cyferki. 

- Jak to jest, gdy ma się świadomość, że inni chcą wyglądać tak jak Ty, jeść to, co Ty, ubierać się tak, jak Ty?

To zaszczyt móc być inspiracją dla tak szerokiego grona odbiorców. Do codziennej odpowiedzialności chyba już przywykłam i nie ciąży ona na mnie, ale chyba tylko dlatego, że nie jestem w stanie sobie wyobrazić tylu tysięcy osób zgromadzonych w jednym miejscu. 

- Masz dopiero 19 lat. To niesamowite, że Twoje nazwisko już jest marką! Jesteś gwiazdą, celebrytką, influencerką?

- Nie lubię żadnego z tych określeń. Mam wrażenie, że ludziom źle się one kojarzą. Ja jestem po prostu sobą - Olą. Gdy ktoś pyta, czym się zajmuję, mówię, że marketingiem w internecie. 

- Co studiujesz?

Zarządzanie i Inżynierię Produkcji na Politechnice Warszawskiej. W czerwcu pisałam maturę, więc to dopiero mój pierwszy rok. 

- Jak udaje Ci się pogodzić naukę i pracę? Bo przecież tak naprawdę to, co robisz to ciężka praca. Ile godzin dziennie spędzasz w internecie?

Moje życie to mieszanka pracy i nauki 24/7. Nie odczuwam tego co robię jako pracy, bo to przede wszystkim dla mnie ogromna frajda, jednak zajmuje to sporo czasu i zazwyczaj stosuję multitasking, np. słucham wykładu, gotuję i odpisuję na maile jednocześnie. Z roku na rok jest mi coraz ciężej, ale póki co, jeszcze daję radę.

- Jak wygląda dzień It girl? Budzisz się w południe i zaczynasz dzień od lampki szampana i jajecznicy z ostrygami?

Marzenie! Wstaję zazwyczaj o siódmej, najpóźniej o 8. Studia zaczynam o 10, więc to idealna luka po przebudzeniu na maile, wiadomości, śniadanie, zakupy, pranie, sprzątanie. Czasem marzy mi się pospanie dłużej, ale wtedy żałuję i myślę, ile mogłam zrobić przez te kilka dodatkowych godzin snu. Podczas studiowania online cały czas jestem w internecie: na bieżąco coś publikuję, odpisuję, tworzę. Wieczorami staram się znaleźć codziennie chwilę na domowy trening i relaks w wannie. Weekendy i środy, w które nie mam zajęć poświęcam dla przyjaciół oraz na nagrywanie filmów. 

-  A zdarza Ci się, że ludzie mają o Tobie wyobrażenia, jak w poprzednim pytaniu?

Staram się nie skupiać na tym, co ludzie o mnie myślą. Przecież ja wiem jaka jest prawda, a ze zdaniem liczę się tylko w przypadku bliskich mi osób, które mnie znają bez internetowego pryzmatu.

- Spotkałaś się z hejtem?

- Oczywiście, to codzienność.

- Jak sobie z tym radzisz?

- Na szczęście jakoś szczególnie nie muszę, nie dotyka mnie to. Wiem co robię, dla kogo i po co. Nieszczęśliwi ludzie próbujący przelać swoją frustrację na mnie to przykre zjawisko, ale jestem na nie odporna. Konstruktywną krytykę wyrażoną w kulturalny sposób natomiast bardzo sobie cenię.

- Kto Cię wspiera w działaniach?

- Rodzice, przyjaciele, starzy i nowi znajomi, nauczyciele z liceum nawet, od strony technicznej moja niezastąpiona menedżerka, no i najważniejsze - ponad 220 tysięcy ludzi!

- Co druga nastolatka marzy o popularności na Instagramie. W czym tkwi tajemnica Twojego sukcesu?

- Zaczynając, nie marzyłam o tym. I nigdy tego nie chciałam. Czy to przepis na ten sukces? Nie wiem. 

- Co byś poradziła dziewczynom, które chcą zbudować społeczność na Instagramie. Post trzy razy dziennie? 30 hasztagów?

- Ciężko mi radzić w tej kwestii, bo gdy ja zaczynałam, realia były inne. Myślę, że jest jedna uniwersalna rada: autentyczność. Prawda zawsze się obroni.

- A co sądzisz o kupowaniu followersów i komentarzy? Wiele dziewczyn to robi, by stworzyć złudzenie, że mają wielu fanów.

- Jestem absolutnie przeciwna i granie nie fair jest obrzydliwe. Z resztą, prawda nie tylko zawsze się obroni, ale i zwycięży, więc zawsze wszystko prędzej czy później wychodzi na jaw. Liczą się aktywni obserwatorzy, a nie ich liczba. To od razu widać, że coś jest nie w porządku, gdy konto z milionem obserwujących ma pięć tysięcy like pod zdjęciem.

- Jak Ci się podoba nasza wspólna kolekcja? Czujesz się spełniona?

- Jestem zaszczycona, przeszczęśliwa, niesamowicie spełniona i dumna. Życzę każdemu doświadczenia takiej euforii, jaka towarzyszy mi obecnie. Kolekcja jest spełnieniem moich marzeń i cieszę się, że wspólnymi siłami: z moją kreatywnością i wspaniałą jakością Dreskodu stworzyliśmy dzieło moich marzeń. Mam wielką nadzieję, że wszyscy przyszli i obecni posiadacze kolekcji Alexxis Ola& Dreskod będą z niej tak samo zadowoleni, a dresy przeniosą ich w egzotyczny świat moich podróży.

Rozmawiała: Iwona Spodenkiewicz

Leave a Reply